Category: Inne

Krztusiec, znany również jako “kaszel 100-dniowy”, to choroba wywołana przez bakterię Bordetella pertussis. Charakteryzuje się intensywnym, przerywanym kaszlem, który trwa kilka tygodni, a nawet miesięcy. Kaszel jest zwykle tak silny, że może prowadzić do wymiotów, zmęczenia, a nawet trudności w oddychaniu. Co należy wiedzieć o tej groźnej chorobie i jak przebiega leczenie? Rozmawiamy na ten temat z lek. Martą Moskal z Centrum Medycznego Scanmed, American Heart of Poland. Od kilku lat obserwujemy niepokojący wzrost liczby zachorowań na krztuśca. W 2024 roku, od 1 stycznia do 15 września, na podstawie danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny, w Polsce zgłoszono 14 584 przypadki zachorowań. To ponad 26-krotny wzrost w porównaniu do roku poprzedniego. Wzrost liczby zachorowań na krztuśca może mieć kilka przyczyn. – Jedną z nich jest niezrealizowany program szczepień w dzieciństwie, który nie zapewnił odpowiedniego poziomu odporności wśród dzieci. Drugą istotną przyczyną jest zmniejszona ochrona dorosłych, wynikająca z upływu czasu od ostatniego szczepienia przypominającego w 14. roku życia. Warto pamiętać, że szczepienie przeciwko krztuścowi powinno być powtarzane co 10 lat. Niestety, ponieważ są to szczepienia zalecane i odpłatne, nie cieszą się one dużą popularnością, a to prowadzi do obniżenia skuteczności ochrony populacji – wyjaśnia lek. Marta Moskal, Centrum Medyczne Scanmed, American Heart of Poland. Higiena przede wszystkim Krztusiec jest chorobą zakaźną, która przenosi się drogą kropelkową. Jeśli w otoczeniu występują osoby z objawami kaszlu, najlepiej unikać kontaktu z nimi, zwłaszcza jeśli są to osoby z grupy podwyższonego ryzyka. Pamiętajmy o higienie  – regularne mycie rąk, szczególnie po kaszlu lub kichaniu, może pomóc w ograniczeniu rozprzestrzeniania się bakterii. Należy także unikać dotykania twarzy, zwłaszcza ust, nosa i oczu, ponieważ to przez te miejsca bakterie mogą wniknąć do organizmu. Krztusiec to choroba, która w początkowej fazie może mieć podobne objawy do przeziębienia, ale różni się od niego pod wieloma względami. Objawy rozwijają się w trzech etapach. W I etapie – kataralnym (trwającym 1-2 tygodnie), objawy są podobne do przeziębienia, co utrudnia wczesną diagnozę. Pacjenci skarżą się na katar, łagodny kaszel, ból gardła, niską gorączkę i ogólne osłabienie. W II etapie – napadowym (trwającym 3-6 tygodni), kaszel staje się bardziej intensywny, pojawiają się napady kaszlu, które kończą się głośnym „krztuścem” (szczekającym dźwiękiem przy wdechu). Napady mogą trwać kilka minut i towarzyszą im trudności w oddychaniu, wymioty oraz bezdech, szczególnie u niemowląt. III etap – rekonwalescencji (trwający 1-2 miesiące) to okres, w którym pacjent stopniowo wraca do zdrowia, choć kaszel może utrzymywać się jeszcze przez kilka tygodni, a jego napady stają się mniej intensywne – opisuje ekspertka Centrum Medycznego Scanmed, American Heart of Poland. Powikłania krztuśca Krztusiec może prowadzić do poważnych powikłań, zwłaszcza u dzieci poniżej 1. roku życia, seniorów oraz osób z osłabionym układem odpornościowym. Do najczęstszych powikłań należą: Czy to krztusiec? W celu potwierdzenia zakażenia krztuścem wykonuje się odpowiednie testy laboratoryjne. Wśród najczęściej stosowanych metod znajduje się PCR (reakcja łańcuchowa polimerazy), która polega na pobraniu próbki wymazu z nosa lub gardła, oraz badania przeciwciał. W przypadku infekcji wykonuje się testy na obecność przeciwciał IgM (dodatnie wskazują na świeże zakażenie), IgA (pojawiają się jako pierwsze w najwcześniejszej fazie choroby) oraz IgG (mogą świadczyć o przebytej infekcji lub obecności bakterii w organizmie). Kluczowe jest szybkie leczenie Krztusiec jest chorobą wywołaną przez bakterię i najczęściej wdrażamy antybiotykoterapię, co powoduje zmniejszenie ryzyka rozprzestrzeniania się choroby. Istotne jest, aby leczenie rozpocząć jak najszybciej, najlepiej przed wystąpieniem napadów kaszlu. Krztusiec to poważna choroba, której objawy mogą łatwo zostać pomylone z przeziębieniem. Jednak lekceważenie kaszlu, szczególnie u dzieci, osób starszych i osób z osłabionym układem odpornościowym, może prowadzić do poważnych komplikacji zdrowotnych.

W Szpitalu w Sztumie, zarządzanym przez Grupę American Heart of Poland, uruchomiona została pierwsza w Grupie AHP pracownia żywieniowa. Jak podkreśla Marzanna Kaczanowska, dyrektor szpitala, to ważny krok w opiece nad pacjentami wymagającymi specjalistycznego żywienia, hospitalizowanymi w placówce. W pracowni żywieniowej, znajdującej się w Aptece Szpitalnej sztumskiego szpitala, przygotowywane są mieszanki do żywienia pozajelitowego. Powstają  one zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego. Proces produkcji odbywa się w specjalnych pomieszczeniach, z zastosowaniem sterylnych preparatów oraz materiałów jednorazowego użytku. Za ich przygotowanie odpowiada zespół farmaceutów szpitalnych. Na czym polega żywienie pozajelitowe? Żywienie pozajelitowe (dożylne, parenteralne) polega na bezpośrednim podawaniu do układu krążenia wszystkich niezbędnych dla organizmu składników pokarmowych – białek, węglowodanów, tłuszczów, elektrolitów, witamin, pierwiastków śladowych i wody w ilościach odpowiadających na aktualne zapotrzebowanie organizmu. Powinny być one w formie możliwej do przyswojenia i wykorzystania w procesach metabolicznych. Właściwe wdrożenie tego rodzaju terapii wymaga interdyscyplinarnej współpracy lekarzy, farmaceutów oraz pielęgniarek. Takie działanie w zespole znacząco minimalizuje ryzyko powikłań m.in. pooperacyjnych. Dr n. med. Wojciech Sakiewicz, dyrektor medyczny oraz ordynator Oddziału Chorób Wewnętrznych Szpitala w Sztumie, Grupa American Heart of Poland, zwraca uwagę na rolę właściwie dobranej farmakoterapii i żywienia pozajelitowego.  – Zastosowanie tej formy leczenia prowadzi do zmniejszenia liczby powikłań, skrócenia pobytu pacjentów w szpitalu oraz ich szybszego powrotu do codziennego funkcjonowania – mówi dr n. med. Wojciech Sakiewicz.Z kolei Joanna Figger, pielęgniarka koordynująca na Oddziale Chirurgii Ogólnej wskazuje, iż – Odpowiednio dobrane żywienie nie tylko skraca czas rekonwalescencji, ale także przyspiesza gojenie ran, co jest kluczowe dla pacjentów po zabiegach operacyjnych i w stanach krytycznych. Pierwsi pacjenci Pierwszymi pacjentami nowo powstałej pracowni żywieniowej byli podopieczni Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii. – Priorytetem jest dobro pacjentów, dlatego wdrażane rozwiązania są zgodne z europejskimi standardami ESPEN (Europejskiego Towarzystwa Żywienia Klinicznego i Metabolizmu) – stwierdza lek. Łukasz Nowakowski, ordynator OAiIT. Zgodnie ze standardami PTF Jednym z kluczowych elementów nowej pracowni są tzw. worki RTU (ready-to-use), czyli przemysłowe worki dwu- i trójkomorowe, zawierające roztwory glukozy, aminokwasów oraz – w przypadku wersji trójkomorowej – emulsji tłuszczowych. Przed podaniem pacjentowi wymagają one aktywacji, czyli zmieszania zawartości komór oraz suplementacji dodatkowymi składnikami, takimi jak witaminy, pierwiastki śladowe i elektrolity. Niektóre rodzaje mieszanin pozwalają także na dodanie wody lub innych substancji, zgodnie z zaleceniami producenta. – Aktywacja oraz suplementacja worków żywieniowych muszą odbywać się w ściśle określonych warunkach, w Aptece Szpitalnej, zgodnie z wytycznymi producenta. Proces ten może być wykonywany wyłącznie przez wykwalifikowany personel farmaceutyczny, co gwarantuje bezpieczeństwo pacjentów. Szkolenia dla personelu Apteki Szpitalnej oraz personelu Szpitala w Sztumie na temat aktywowania i suplementowania mieszanin żywieniowych w warunkach jałowych zostały przeprowadzone zgodnie z najnowszymi Farmaceutycznymi Standardami Żywienia Klinicznego Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego – zaznacza dr n. farm. Katarzyna Molęda-Krawiec, dyrektor ds. farmacji Grupy American Heart of Poland. Dzięki uruchomieniu pracowni żywieniowej, Szpital w Sztumie podniósł jakość opieki nad pacjentami wymagającymi specjalistycznego wsparcia. – Tym samym zwiększamy poziom bezpieczeństwa pacjentów hospitalizowanych w naszym Szpitalu – stwierdza Elżbieta Wyborska, naczelna pielęgniarka Szpitala w Sztumie, Grupa American Heart of Poland. Jak podkreśla Agnieszka Jóźwik, dyrektor operacyjny ds. szpitalnictwa Grupy American Heart of Poland, uruchomienie pierwszej pracowni żywieniowej w ramach Grupy AHP to istotny krok w kierunku poprawy jakości opieki nad pacjentami. – Dążymy do tego, aby dostosować nasze usługi do potrzeb chorych, dlatego planujemy otworzyć kolejne pracownie w ośrodku AHP w Bielsku-Białej oraz w Szpitalu im. Matki Teresy z Kalkuty w Drawsku Pomorskim – informuje Agnieszka Jóźwik. Nasze działania mają na celu zapewnienie lepszej opieki i wsparcia dla pacjentów, co jest dla nas priorytetem.

Obecnie, gdy wiele osób boryka się z problemami układu ruchu, a ortopedzi coraz częściej spotykają się z przypadkami przewlekłego bólu kręgosłupa i stawów, terapia manualna zyskuje popularność jako jedna z najskuteczniejszych metod wspomagania leczenia pacjentów ortopedycznych. Na czym dokładnie polega ten rodzaj terapii, jakie są jej główne wskazania i korzyści – mówi Maciej Rychlik, fizjoterapeuta Uzdrowiska Ustroń, Grupa American Heart of Poland. Na czym polega terapia manualna? Terapia manualna, jak wyjaśnia Maciej Rychlik, to metoda leczenia, która koncentruje się na pracy z ciałem pacjenta poprzez manualne techniki diagnostyczno-lecznicze. – Terapeuta, wykorzystując odpowiednie chwyty i manipulacje, stosuje specjalistyczne techniki nakierowane na wykrywanie i leczenie zaburzeń w obrębie stawów, więzadeł, mięśni oraz wzorców postawy, wzorców ruchowych i oddechowych – wyjaśnia fizjoterapeuta Uzdrowiska Ustroń. Proces obejmuje także rozciąganie, masaż tkanek głębokich oraz różne techniki mające na celu przywrócenie równowagi w funkcjonowaniu układu ruchu. Terapia manualna opiera się na ręcznym działaniu terapeuty, który swoimi dłońmi w sposób precyzyjny wpływa na różne struktury ciała pacjenta. Dzięki temu można poprawić funkcję stawów i mięśni, zredukować napięcia oraz wspomóc regenerację tkanek. To podejście jest szczególnie skuteczne w leczeniu dysfunkcji ortopedycznych, zwłaszcza tych związanych z przewlekłym bólem kręgosłupa. Wskazania i przeciwwskazania – dla kogo terapia manualna? Terapia manualna może przynieść ogromne korzyści w leczeniu schorzeń ortopedycznych, jednak – jak zaznacza Maciej Rychlik – jest to metoda leczenia, która powinna być stosowana z uwagą i tylko tam, gdzie jest wskazana. Jednym z głównych wskazań są problemy z kręgosłupem, takie jak dyskopatia, wady postawy czy bóle głowy wywołane przez napięcia mięśniowe. Terapia manualna jest także skuteczna w przypadku chorób zwyrodnieniowych stawów, przeciążenia mięśni, a nawet jako przygotowanie do operacji endoprotezoplastyki i rehabilitacji po niej. Warto jednak pamiętać, że istnieją sytuacje, w których terapia manualna nie jest zalecana. Należą do nich m.in. złamania kości, zaawansowana osteoporoza, przemieszczenia stawów oraz przypadki nowotworów. – Przeciwwskazaniem do terapii manualnej jest również brak współpracy pacjenta z fizjoterapeutą, który utrudnia osiągnięcie zamierzonych efektów – podkreśla fizjoterapeuta American Heart of Poland. Terapia manualna a masaż – Często pacjenci mylą terapię manualną z masażem, jednak to dwa różne podejścia do pracy z ciałem pacjenta – zaznacza Maciej Rychlik. Masaż leczniczy służy głównie regeneracji, rozluźnieniu mięśni i profilaktyce przeciążeń. Terapia manualna natomiast skupia się na leczeniu dolegliwości bólowych, ograniczeniach ruchomości stawów, urazach oraz kontuzjach. Stosuje się ją również po operacjach i zabiegach, aby pomóc pacjentowi w odzyskaniu pełnej sprawności ruchowej. Podczas terapii manualnej terapeuta działa bezpośrednio na bolesne miejsca, stymulując organizm pacjenta do powrotu do równowagi. Z kolei masaż koncentruje się na ogólnym relaksie, bez tak intensywnej ingerencji w struktury kostno-mięśniowe. Czy terapia manualna bywa bolesna? Terapia manualna może wiązać się z odczuwaniem bólu przez pacjenta, jednak jest to część procesu. – Fizjoterapeuta poprzez ucisk odpowiednich punktów na ciele dociera do miejsc bolesnych, co pozwala na przywrócenie równowagi mięśniowej. W trakcie pracy na tych punktach pacjent może odczuwać ból miejscowy lub promieniujący, który całkowicie ustępuje po około minucie – mówi fizjoterapeuta. Uczucie towarzyszące terapii, choć chwilowo niekomfortowe, przynosi długotrwałe efekty. Po zakończeniu sesji pacjent może odczuwać lekkie zmęczenie mięśni, które jest naturalnym skutkiem ubocznym działań fizjoterapeutycznych. Zazwyczaj te dolegliwości ustępują po około 48 godzinach. Efekty terapii manualnej Korzyści płynące z terapii manualnej są wszechstronne i obejmują między innymi redukcję bólu, poprawę zakresu ruchu, zwiększenie siły mięśniowej, poprawę postawy ciała, a także lepsze samopoczucie psychiczne pacjenta. Regularne sesje terapii manualnej pomagają w przywróceniu harmonii w ciele pacjenta, co ma kluczowe znaczenie w leczeniu przewlekłych schorzeń ortopedycznych. – Efektami uzyskanymi dzięki terapii manualnej są redukcja bólu, poprawa zakresu ruchu, zmniejszenie napięcia mięśniowego oraz wzrost siły mięśniowej – wylicza ekspert American Heart of Poland, podkreślając, że terapia manualna nie tylko eliminuje ból, ale również poprawia jakość życia pacjentów. Jak długo powinna trwać terapia manualna? – Terapia manualna zazwyczaj odbywa się w serii kilku spotkań i trwa od 20 do 45 minut. Częstotliwość oraz długość leczenia zależą od indywidualnych potrzeb pacjenta – wyjaśnia Maciej Rychlik. Terapia manualna to metoda, która wymaga regularności, dlatego też zaleca się powtarzanie zabiegów w serii, aby uzyskać pełen efekt leczniczy. Terapia manualna stanowi skuteczną metodę wsparcia leczenia pacjentów z dolegliwościami ortopedycznymi. To podejście, które wymaga specjalistycznej wiedzy i precyzji, ale przynosi zauważalne efekty – od redukcji bólu, przez poprawę ruchomości stawów, aż po ogólną poprawę jakości życia.

American Heart of Poland (wspierana przez Gruppo San Donato Italy i GKSD Investment Holding), działająca w publicznym systemie opieki zdrowotnej, 12 grudnia 2024 sfinalizowała transakcję przejęcia kontroli nad Grupą Scanmed, w skład której wchodzi ponad 30 placówek medycznych, w tym: 4 szpitale wielospecjalistyczne i 3 monokliniki, oddziały kardiologiczne oraz sieć poradni podstawowej opieki zdrowotnej i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. To kolejny, milowy krok w rozwoju American Heart of Poland w ramach długoterminowej strategii wsparcia rozwoju publicznego systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Celem Grupy AHP jest zwiększenie swojej obecności w nowych lokalizacjach, jak i w nowych specjalizacjach medycznych, zorientowanych na leczenie chorób cywilizacyjnych starzejącego się społeczeństwa. W ramach przejęcia Grupy Scanmed, American Heart of Poland niemal podwoi rozmiary swojej działalności, co w szczególności korzystnie wpłynie na jakość leczenia pacjentów w ramach NFZ poprzez koordynowanie pacjentów w ramach lecznictwa szpitalnego, rehabilitacji, diagnostyki, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, podstawowej opieki zdrowotnej i programów profilaktycznych. Grupa AHP znacząco zwiększy także swój zasięg terytorialny, oferując po połączeniu opiekę medyczną blisko 900 tysiącom pacjentów rocznie – w rezultacie będzie zarządzać placówkami w 48 miastach Polski, w 13 województwach. Dla pacjentów oznacza to lepszy dostęp i jakość, jaką zapewnia opieka koordynowana, w tym w szczególności programy NFZ, takie jak KOS-zawał, prowadzone m. in. w ramach rehabilitacji stacjonarnej w Uzdrowisku Ustroń oraz komplementarna oferta usług medycznych, obejmująca praktycznie wszystkie gałęzie medycyny. Co warte podkreślenia, Grupa AHP realizuje i będzie realizowała w kolejnych latach rozległe inwestycje w infrastrukturę szpitali publicznych, wyrównując dostęp lokalnym społecznościom do światowej klasy medycyny, realizowanej bezpłatnie w ramach ubezpieczenia Narodowego Funduszu Zdrowia. – Naszą misją jest zwiększanie dostępności oraz jakości usług medycznych dla pacjentów w ramach NFZ. Dzięki przejęciu Grupy Scanmed możemy skuteczniej odpowiadać na potrzeby pacjentów, koordynując proces leczenia w naszych placówkach w całym kraju – mówi Adam Szlachta, Prezes Zarządu i Dyrektor Finansowy Grupy AHP. Zbliżając się do 25-lecia swojej działalności American Heart of Poland sukcesywnie zwiększa liczbę placówek – od 2022 roku zarządza szpitalem w Drawsku Pomorskim, a od 2023 roku zarządza także szpitalem wieloprofilowym w Sztumie. Przejęcie kontroli nad Grupą Scanmed to kolejny ważny etap realizacji strategii rozwoju American Heart of Poland. Grupa Scanmed, której dotychczasowym właścicielem był fundusz private equity zarządzany przez Abris Capital Partners,  jest wiodącym operatorem medycznym pod względem zakresu świadczonych usług. Scanmed oferuje opiekę medyczną w ponad 30 lokalizacjach, dla blisko 500 000 pacjentów rocznie na terenie całej Polski. Działalność Scanmed obejmuje podstawową opiekę zdrowotną, ambulatoryjną opiekę specjalistyczną oraz leczenie szpitalne. Scanmed to m.in. sieć ośrodków kardiologicznych, zlokalizowanych na terenie 8 województw, zapewniających kompleksową diagnostykę i leczenie szpitalne chorób układu krążenia w ramach kardiologii zachowawczej, interwencyjnej i elektrofizjologii. Scanmed prowadzi także cztery szpitale wielospecjalistyczne – Szpital św. Rafała w Krakowie, Szpital Rudolfa Weigla w Blachowni, Szpital Vital Medic w Kluczborku i Ars Medical w Pile. Scanmed to także trzy specjalistyczne szpitale jednoprofilowe: gastroenterologii, okulistyki i ortopedii. Uzupełnieniem działalności szpitalnej Grupy Scanmed są centra medyczne, oferujące pacjentom dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej, nowoczesnej diagnostyki i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Wojciech Łukawski, Partner w Abris Capital Partners dodał: Współpraca z doświadczonymi menadżerami i najwyższej klasy zespołem medycznym Scanmed była dla nas zaszczytem. Jesteśmy bardzo zadowoleni zarówno z efektów transformacji jaką przy wsparciu zespołu Abris przeszedł Scanmed, jak i z faktu, że zespół Scanmed będzie mógł kontynuować proces podnoszenia jakości usług świadczonych dla polskich pacjentów wykorzystując doświadczenie i potencjał American Heart of Poland oraz Gruppo San Donato, współtworząc wiodącą grupę europejską w sektorze opieki zdrowotnej. American Heart of Poland w ramach publicznego systemu opieki zdrowotnej zapewnia pacjentom w ponad 20 ośrodkach medycznych kompleksową, wielospecjalistyczną opiekę medyczną, łączącą edukację zdrowotną, profilaktykę, diagnostykę, leczenie i rehabilitację w zakresie chorób cywilizacyjnych. Grupa zapewnia ponad 260 000 pacjentom rocznie dostęp do wysokiej klasy procedur medycznych, w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Podmioty należące do Grupy realizują rocznie 73 000 hospitalizacji, związanych w szczególności z zabiegami wieńcowymi, zaburzeniami rytmu i przewodzenia oraz niewydolnością serca. Gruppo San Donato to największa włoska i wiodąca europejska prywatna grupa z sektora opieki zdrowotnej, specjalizująca się w opiece doraźnej, edukacji medycznej i badaniach. Prowadzi 136 placówek medycznych, wiodące na świecie szpitale z działalnością dydaktyczną i badawczą, Uniwersytet Vita Salute San Raffaele w Mediolanie z 22 programami magisterskimi i kształceniem na poziomie doktoranckim, a także badania medyczne plasujące się w pierwszej dziesiątce na świecie (według cytowań badań medycznych). Gruppo San Donato jest także pionierem terapii genowej i komórkowej na całym świecie. GSD leczy ponad 5,8 miliona pacjentów rocznie i zatrudnia ponad 28 000 pracowników. GKSD zarządza zdywersyfikowanym portfelem spółek działających we Włoszech, które generują wartość dodaną dla swoich interesariuszy, wykorzystując swoje unikalne know-how. GKSD koncentruje się na wielu sektorach, w tym na zakupach i doradztwie w zakresie opieki zdrowotnej, rynku nieruchomości, inżynierii oraz energetyce.

Zaburzenia lipidowe, znane również jako dyslipidemia, to problem, który dotyka coraz większą liczbę osób. Szacuje się, że w Polsce dotyczy on aż 60% dorosłych. Polega na nieprawidłowościach w poziomach lipidów (cholesterolu i triglicerydów) w osoczu krwi. Choć często przebiega bezobjawowo, brak leczenia może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych, takich jak miażdżyca, zawały serca czy udary – przestrzegają eksperci American Heart of Poland. Ze względu na ryzyko związane z dyslipidemią niezwykle ważna jest profilaktyka, obejmująca zdrową dietę, regularną aktywność fizyczną oraz badania kontrolne. Jednak w niektórych przypadkach, szczególnie u osób z zaawansowanymi zaburzeniami lipidowymi lub genetycznie uwarunkowaną hipercholesterolemią, profilaktyka i standardowe leczenie mogą okazać się niewystarczające. W takich sytuacjach pacjenci mogą skorzystać z nowoczesnych terapii dostępnych w ramach programu lekowego Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). Na czym polega program lekowy NFZ? – Programy lekowe to świadczenia gwarantowane, które umożliwiają dostęp do innowacyjnych i kosztownych terapii, niedostępnych w ramach standardowych świadczeń. Są skierowane do pacjentów z określonymi jednostkami chorobowymi, w tym hipercholesterolemią rodzinną, u których inne metody leczenia zawiodły lub są przeciwwskazane – wyjaśnia Magdalena Nowak, farmaceutka American Heart of Poland, kierownik Apteki Szpitalnej w Polsko-Amerykańskich Klinikach Serca w Bielsku-Białej. Każdy program lekowy jest precyzyjnie zdefiniowany i publikowany jako załącznik do obwieszczenia Ministra Zdrowia w sprawie wykazu refundowanych leków. Opis programu obejmuje: kryteria kwalifikacji pacjenta (np. diagnoza, wyniki badań laboratoryjnych), kryteria wyłączenia z programu, schemat dawkowania leków i sposób ich podawania, a także wymagane badania diagnostyczne przy kwalifikacji i w trakcie leczenia. Zakwalifikowani pacjenci są leczeni bezpłatnie. Decyzję o włączeniu do programu podejmuje lekarz w placówce posiadającej odpowiedni kontrakt z NFZ. Program lekowy B101 – terapia zaburzeń lipidowych – Celem programu B101 jest obniżenie poziomu lipidów u pacjentów spełniających określone kryteria, u których tradycyjne metody leczenia okazały się nieskuteczne. Dotyczy on głównie osób z hipercholesterolemią rodzinną oraz pacjentów z bardzo wysokim ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych – mówi dr n. farm. Katarzyna Molęda-Krawiec, specjalista farmacji aptecznej, farmacji szpitalnej, dyrektor ds. farmacji American Heart of Poland. Kto może skorzystać z programu? Program obejmuje m.in. pacjentów z hipercholesterolemią rodzinną w wieku powyżej 18 lat, u których stwierdzono stężenie LDL-C wyższe niż 100 mg/dl mimo stosowania maksymalnych dawek statyn i ezetymibu oraz nietolerancję statyn. Do programu kwalifikowani są także pacjenci z bardzo wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym, którzy w ciągu ostatnich 24 miesięcy przeszli zawał serca lub inne poważne incydenty wieńcowe. Nowoczesne leki w terapii W programie B101 stosuje się innowacyjne inhibitory PCSK9 (przeciwciała), dzięki którym możliwe jest obniżenie LDL-C. W programie aplikowane są inhibitory PCSK9 takie jak: alirokumab, ewolokumab, inklisiran. Od września 2023 r. program został rozszerzony o lomitaptyd, stosowany w leczeniu rzadkiej homozygotycznej hipercholesterolemii rodzinnej. Mechanizm działania inhibitorów PCSK9 – Inhibitory PCSK9 zwiększają liczbę receptorów LDL na powierzchni hepatocytów, co przyspiesza usuwanie “złego” cholesterolu z osocza. Dzięki temu są one skuteczne w przypadkach, gdzie standardowe leczenie zawiodło. Leki podawane są podskórnie, a ich główną zaletą jest wygodne dawkowanie – od wstrzyknięć co dwa tygodnie do aplikacji raz na 6 miesięcy (inklisiran) – opisuje Magdalena Nowak, American Heart of Poland. Bezpieczeństwo i rola farmaceuty Inhibitory PCSK9 są dobrze tolerowane, z nielicznymi działaniami niepożądanymi, takimi jak reakcje w miejscu wstrzyknięcia. – Farmaceuci odgrywają kluczową rolę w edukacji pacjentów – uczą ich prawidłowego podawania leków oraz zasad zdrowego stylu życia – podkreśla farmaceutka American Heart of Poland. Korzyści z programu lekowego – Dzięki programowi lekowemu B101 pacjenci z zaawansowanymi zaburzeniami lipidowymi mają szansę na skuteczne leczenie i poprawę jakości życia. Refundacja NFZ eliminuje bariery finansowe, umożliwiając dostęp do najnowocześniejszych terapii – podsumowuje dr n. med. Paweł Kaźmierczak, dyrektor medyczny, członek Zarządu American Heart of Poland. Więcej informacji oraz aktualne załączniki dotyczące programów lekowych można znaleźć na stronie Ministerstwa Zdrowia.

Rehabilitacja neurologiczna odgrywa kluczową rolę w procesie próby powrotu do zdrowia i maksymalnego przywrócenia utraconych funkcji u pacjentów ze schorzeniami układu nerwowego. Dzisiejsza nowoczesna  fizjoterapia łączy tradycyjne metody neurofizjologiczne z innowacyjnymi technologiami, takimi jak roboty terapeutyczne czy wykorzystanie wirtualnej rzeczywistości VR i biofeedback,  które mogą znacznie poprawić efektywność rehabilitacji. O innowacyjnej rehabilitacji neurologicznej mówią ekspertki Uzdrowiska Ustroń, Grupa American Heart of Poland. Biofeedback i wirtualna rzeczywistość w fizjoterapii – na czym polegają? Wirtualna rzeczywistość w fizjoterapii VR pozwala na stworzenie immersyjnych środowisk, w których pacjenci mogą wykonywać ćwiczenia w kontrolowanych warunkach. W rehabilitacji neurologicznej, pomaga pacjentom po udarze lub z urazami mózgu w przywracaniu funkcji motorycznych poprzez symulację codziennych zadań. Biofeedback to technika, która umożliwia pacjentom monitorowanie i kontrolowanie swoich funkcji fizjologicznych (np. tętna, napięcia mięśniowego). W fizjoterapii jest wykorzystywana w celu poprawy świadomości ciała,  pacjenci mogą lepiej zrozumieć, jak ich ciało reaguje na różne sytuacje, pomaga to w personalizacji i indywidualizacji terapii. Integracja tych dwóch technologii może prowadzić do jeszcze lepszych rezultatów terapeutycznych. – Oba podejścia są obiecujące i coraz częściej stosowane w praktyce fizjoterapeutycznej, co może przyczynić się do zwiększenia efektywności i motywacji pacjentów w procesie rehabilitacji – mówi Ewa Rybicka, specjalista fizjoterapii, dyrektor Uzdrowiskowego Instytutu Zdrowia w Uzdrowisku Ustroń. – Rehabilitacja neurologiczna jest kompleksowym procesem, mającym na celu poprawę funkcji motorycznych, sensorycznych oraz poznawczych u pacjentów z różnorodnymi schorzeniami neurologicznymi – wskazuje Alicja Klimek, fizjoterapeutka, terapeuta metody PNF i FITS z Uzdrowiska Ustroń. Rehabilitacja i fizjoterapia neurologiczna są skierowane do pacjentów, którzy zmagają się z problemami układu nerwowego. Do tej grupy należą osoby po udarach mózgu, urazach czaszkowo-mózgowych, uszkodzeniach rdzenia kręgowego oraz pacjenci cierpiący na choroby neurodegeneracyjne, takie jak stwardnienie rozsiane, choroba Parkinsona czy stwardnienie zanikowe boczne. Jak podkreśla Alicja Klimek, rehabilitacja jest niezbędna także w przypadkach operacji neurochirurgicznych i zaburzeń funkcji poznawczych oraz ruchowych, związanych np. z mózgowym porażeniem dziecięcym. Ważne, aby zapewnić pacjentowi indywidualnie dopasowaną fizjoterapię, psychoterapię oraz inne oddziaływania np. neurologopedyczne. Proces i metody fizjoterapii neurologicznej W  fizjoterapii neurologicznej priorytetową formą terapii jest kinezyterapia, czyli leczenie ruchem. – W naszym ośrodku stosujemy metody neurofizjologiczne, między innymi według koncepcji Bobath czy PNF, których połączenie z wiedzą i doświadczeniem fizjoterapeutów przynosi bardzo dobre rezultaty – mówi ekspertka Uzdrowiska Ustroń, Grupa American Heart of Poland. Dzięki zastosowaniu nowoczesnych metod neurofizjologicznych, pacjenci mają możliwość pracy nad poprawą ruchomości, koordynacji i siły mięśniowej. Roboty terapeutyczne – przyszłość rehabilitacji Roboty terapeutyczne mają ogromny potencjał w fizjoterapii, przyczyniając się do poprawy jakości życia pacjentów i efektywności terapii. Urządzenia te  umożliwiają precyzyjne, spersonalizowane, intensywne ćwiczenia, które wspomagają i wykorzystują proces neuroplastyczności, czyli zdolności mózgu do adaptacji i reorganizacji po urazach. – Nasz oddział jest wyposażony w dwa roboty: stacjonarnego robota do reedukacji chodu oraz przyłóżkowego robota do ćwiczeń biernych i bierno-czynnych – opisuje Ewa Rybicka. Jak dodaje, roboty terapeutyczne pozwalają na precyzyjne dopasowanie ćwiczeń do potrzeb pacjenta, co znacząco zwiększa efektywność rehabilitacji. Pacjenci mogą pracować nad poprawą chodu, stabilizacją tułowia oraz kontrolą postawy, co jest szczególnie istotne w przypadku uszkodzeń rdzenia kręgowego czy zaburzeń ruchowych spowodowanych udarem mózgu. Roboty terapeutyczne, dzięki swojej precyzji, umożliwiają pacjentom intensywny trening, który stymuluje układ nerwowy do odzyskiwania utraconych funkcji. Kompleksowe podejście do terapii Choć roboty terapeutyczne, wirtualna rzeczywistość, stanowią ważny element rehabilitacji, nie można zapomnieć o skuteczności tradycyjnych metod terapii, takich jak fizykoterapia (np. elektrostymulacja, tonoliza), masaże lecznicze czy terapia manualna, jeśli wynika to ze wskazań. Ważnym elementem kompleksowej rehabilitacji są również zabiegi z zakresu hydroterapii. Zajęcia z neurologopedą, psychologiem i terapeutą zajęciowym odgrywają równie istotną rolę, zwłaszcza w przypadku pacjentów z zaburzeniami mowy, funkcji poznawczych oraz trudnościami w komunikacji. Skuteczność rehabilitacji neurologicznej Efekty rehabilitacji neurologicznej są często imponujące, a dzięki zaawansowanym metodom terapeutycznym, pacjenci mogą liczyć na znaczną poprawę funkcji ruchowych, poznawczych i emocjonalnych. – Neurorehabilitacja, dzięki wykorzystaniu neuroplastyczności mózgu, pozwala na poprawę zdolności chodzenia, zwiększenie siły mięśniowej, lepszą kontrolę nad ciałem oraz poprawę funkcji mowy – podkreśla Alicja Klimek. Różnice między rehabilitacją wczesnego i przewlekłego etapu Rehabilitacja neurologiczna przebiega w kilku etapach, które różnią się celami i metodami terapii. Wczesna rehabilitacja, rozpoczynana bezpośrednio po urazie lub wystąpieniu choroby, ma na celu przywrócenie podstawowych funkcji życiowych oraz stymulację mózgu do regeneracji. Jest to intensywny okres pracy, trwający zwykle od kilku tygodni do kilku miesięcy. – Natomiast rehabilitacja przewlekła, skierowana do pacjentów z utrzymującymi się deficytami, koncentruje się na utrzymaniu osiągniętych efektów, zapobieganiu dalszemu pogorszeniu stanu zdrowia i poprawie jakości życia. W tym przypadku terapia może trwać miesiące, a nawet lata, w zależności od indywidualnych potrzeb pacjenta – podkreśla Ewa Rybicka z Uzdrowiska Ustroń, Grupa American Heart of Poland. Wczesna rehabilitacja neurologiczna realizowana jest w Uzdrowisku Ustroń w ramach kontraktu z  Narodowym Fundusze Zdrowia.

Od 1 sierpnia 2024 r., funkcję ordynatora Oddziału Kardiologii w Szpitalu w Sztumie American Heart of Poland objął dr n. med. Nader Elmasri. Dotychczas pełnił rolę zastępcy ordynatora tego oddziału. Jego doświadczenie obejmuje szeroki zakres procedur kardiologicznych z wykorzystaniem nowoczesnych technik. Doktor przeprowadził ponad 4500 angioplastyk wieńcowych, około 400 angioplastyk obwodowych, około 50 zabiegów strukturalnych, ponad 10 000 badań echokardiograficznych, około 500 badań echokardiograficznych przezprzełykowych oraz około 300 badań IVUS. Oznacza to, że jego doświadczenie w zakresie interwencji kardiologicznych i diagnostyki obrazowej jest wielokierunkowe. Dr Elmasri opiekuje się pacjentami cierpiącymi na chorobę wieńcową, zajmuje się również leczeniem zaburzeń rytmu serca i niewydolności serca. Przeprowadza również zabiegi na tętnicach obwodowych, dotyczące problemów z tętnicami poza sercem. Wykorzystuje zaawansowane techniki obrazowania, takie jak echokardiografia klasyczna (przezklatkowa) oraz echokardiografia przezprzełykowa. Zajmuje się również ultrasonografią tętnic wieńcowych. Pacjenci cenią dr. Elmasri za jego zaangażowanie, cierpliwość, wnikliwość oraz doskonałe podejście do leczenia, które sprzyja tworzeniu przyjaznej atmosfery w trakcie opieki medycznej. Jesteśmy przekonani, że jego wiedza i doświadczenie przyniosą korzyści naszym pacjentom i przyczynią się do dalszego rozwoju Oddziału Kardiologii Szpitala w Sztumie American Heart of Poland.

Przez Polskę przechodzi fala upałów. Podczas panujących obecnie wysokich temperatur serce pracuje intensywniej, a naczynia krwionośne się rozszerzają. Wzmożone pocenie się jest naturalnym mechanizmem obronnym organizmu, chroniącym przed przegrzaniem. U osób z chorobą wieńcową, po zawale serca, z wadami zastawkowymi lub nieleczonym nadciśnieniem tętniczym, serce może jednak nie sprostać dodatkowym obciążeniom. Wysokie temperatury i zmiana warunków klimatycznych mogą być czynnikami wywołującymi zawał mięśnia sercowego. Kiedy podejrzewamy takie zagrożenie, szybkie działanie może uratować życie i serce osoby poszkodowanej. Mariusz Hochuł, kardiolog z American Heart of Poland, zwraca uwagę na tę kwestię. W takich sytuacjach, jak mówi kardiolog, powinniśmy natychmiast wezwać pogotowie ratunkowe. W przypadku pojawienia się niepokojącego bólu w klatce piersiowej należy natychmiast dzwonić pod 112. – Typowym objawem zawału serca jest ból w okolicy klatki piersiowej, który często promieniuje np. do lewej lub do prawej ręki, a czasami do żuchwy. Dolegliwościom tym może towarzyszyć duszność lub trudności z oddychaniem.  Ból w zawale trwa zwykle powyżej pół godziny, pacjent może też być blady i spocony.  Często przed zawałem występują objawy przedzawałowe np. krótsze bóle w klatce piersiowej lub ucisk w klatce piersiowej przy małych wysiłkach. Czasami ból może być mylony ze zgagą. Inne objawy to omdlenia lub nudności – wyjaśnia doktor Mariusz Hochuł. „Złota godzina” – czas na wagę życia – Tzw. „złota godzina” to pierwsze 60 minut od pojawienia się objawów zawału serca. Osoby, które w tym czasie dotrą do szpitala, mają szansę uniknąć trwałego uszkodzenia serca i niewydolności serca. Niestety, im dłużej trwa niedokrwienie mięśnia sercowego, tym rozleglejszy jest obszar martwicy i gorsze rokowania dla pacjenta. Dlatego tak ważna jest szybka reakcja – mówi kardiolog American Heart of Poland. Nie bagatelizujmy bólu i nie odwlekajmy wezwania karetki. – W karetce pogotowia ratunkowego pacjent ma wykonywane EKG, które przesyłane jest teletransmisją do naszego oddziału. Już na tej podstawie weryfikujemy jego stan, a cały zespół jest już w gotowości i oczekuje na pacjenta – wyjaśnia doktor Mariusz Hochuł. Przyczyn zwiększonego ryzyka wystąpienia zawału mięśnia sercowego w okresie letnim jest wiele. Wysoka temperatura może osłabić organizm, który mobilizuje wszystkie siły na utrzymanie stałej temperatury ciała. W efekcie podczas upałów odczuwamy zmęczenie, osłabienie, spowolnienie tempa działania oraz trudności z koncentracją. – Podróże do egzotycznych miejsc, zmiany warunków klimatycznych oraz nadużywanie alkoholu również mogą wpływać na nasze zdrowie sercowo-naczyniowe. Cieszmy się letnim czasem, ale bądźmy jednak świadomi czynników zwiększających ryzyko wystąpienia zawału serca i jego objawów – podkreśla kardiolog American Heart of Poland. Warto pamiętać o regularnych konsultacjach z lekarzem oraz dbaniu o zdrowy styl życia, nawet podczas wakacji. Choroby krążenia nie lubią wysokich temperatur. Pacjenci zmagający się z nimi powinni latem bacznie obserwować swój organizm i reagować na wszelkie niepokojące sygnały. – Organizm narażony na wysoką temperaturę zaczyna słabnąć, co może prowadzić do omdleń i przejściowego niedokrwienia mięśnia sercowego, a nawet niedokrwienia mózgu lub udaru mózgu. Powinniśmy częściej kontrolować ciśnienie krwi, ponieważ u niektórych dochodzi do jego spadku – stwierdza doktor. Dlaczego należy pamiętać o nawodnieniu? Przy intensywniejszym poceniu może zwiększać się ryzyko spadku ciśnienia tętniczego, w szczególności, jeśli nie dostarczamy odpowiedniej ilości płynów. W ciągu gorącego dnia przez skórę i drogi oddechowe możemy stracić nawet ponad 1,5 litra płynów. Jest to istotne, ponieważ wraz z potem tracimy nie tylko wodę, lecz także sole mineralne, które odgrywają ważną rolę w regulacji ciśnienia tętniczego – wyjaśnia kardiolog American Heart of Poland. Gdy brakuje płynów – bo pijemy za mało – serce musi pompować krew szybciej, zwiększając rytm pracy. W takich gorących dniach serce potrzebuje więcej tlenu, aby funkcjonować prawidłowo. Jeśli nie dostarczymy go w wystarczającej ilości, może to prowadzić do niedokrwienia mięśnia sercowego i zawału. Unikamy nadmiernej ekspozycji na promienie słoneczne, między godziną 11.00 a 15.00. Czas wolny najlepiej spędzać w półcieniu. Niewskazane jest przebywanie w miejscach zatłoczonych, a w klimatyzowanych pomieszczeniach temperatura powinna być niższa maks. o 5 stopni od tej na zewnątrz. W czasie upałów wzrasta ryzyko zakrzepów – osoby mające żylaki kończyn dolnych powinny dużo chodzić, odpoczywać z nogami uniesionymi powyżej serca, nie wystawiać ich na słońce i nie uciskać ciasną odzieżą.

Nazwisko prof. Andrzeja Bochenka na stałe zapisało się na kartach historii polskiej kardiochirurgii. I to nie tylko za sprawą jego udziału – wspólnie z prof. Zbigniewem Religą i prof. Marianem Zembalą – w pierwszym udanym przeszczepie serca w Polsce. To między innymi dzięki jego doświadczeniu dziś kardiochirurdzy mogą operować przez „dziurkę od klucza”.  Obecnie jako konsultant ds. kardiochirurgii American Heart of Poland wciąż pomaga pacjentom. Ilu ludziom uratował życie? – Tego się nigdy nie wie – mówi skromnie profesor dodając, że nigdy nie przywiązywał wagi do liczb. Jednak z podsumowania konsultacji, badań i operacji  wynika ponad 20 000 pacjentów, którzy korzystali z wiedzy prof. Bochenka. Właśnie mija 40 lat od pierwszej operacji, którą wykonał na otwartym sercu. Łącznie przeprowadził ich  ponad 4500. Profesor Andrzej Bochenek urodził się 21 czerwca 1949 roku w Zabrzu. To wybitny kardiochirurg, który swoje zawodowe umiejętności doskonalił w wiodących ośrodkach kardiochirurgii w Polsce oraz w czasie licznych pobytów w renomowanych klinikach Europy i USA. Jest wychowawcą kolejnych pokoleń kardiochirurgów jako Prorektor ds. medycznych, Wydziału Nauk Medycznych im. prof. Zbigniewa Religi na  Akademii Śląskiej w Katowicach, koordynatorem wielu badań naukowych, autorem prac naukowych w recenzowanych czasopismach medycznych oraz rozdziałów w podręcznikach medycznych, a także  wykładowcą na prestiżowych zjazdach naukowych w Polsce i za granicą. Prof. Andrzej Bochenek jest kopalnią wiedzy na temat polskiej kardiochirurgii i z przyjemnością się tą wiedzą dzieli. W 1973 rozpoczął pracę w Klinice Kardiochirurgii w Zabrzu, początkowo pod kierunkiem prof. Tadeusza Paliwody, w latach 1984–1988 był zastępcą prof. Zbigniewa Religi. – Kiedy zaczynaliśmy razem z profesorem Religą i Zembalą, żaden z nas nie miał specjalizacji z zakresu kardiochirurgii – w Polsce w ogóle nie istniała taka specjalizacja. Dopiero w połowie lat 80. powstała taka możliwość, a my byliśmy pierwszymi, którzy przystąpili do egzaminu specjalizacyjnego z kardiochirurgii – wspomina prof. Andrzej Bochenek. Tych wspomnień ma zresztą znacznie więcej. Kiedy wraca pamięcią do początków swojej zawodowej drogi, aż trudno uwierzyć w postęp, jaki dokonał się w polskiej kardiochirurgii przez ostatnie 40 lat, a który jest między innymi jego zasługą. – Kiedyś kardiolog zajmował się diagnozą, a kardiochirurg przeprowadzał operację. Nie było między nami współpracy, obecnie współpraca tych dwóch specjalizacji jest bardzo ważna.  Dzisiaj pracujemy razem, pojawiły się możliwości leczenia tzw. strukturalnych wad serca, które kiedyś nie były leczone – mówi wybitny kardiochirurg. Przełomem w jego zawodowej karierze był5 listopada 1985 roku, kiedy to prof. Zbigniew Religa z prof. Andrzejem Bochenkiem i prof. Marianem Zembalą przeprowadzili pierwszy w Polsce udany przeszczep serca. – Jednym z moich zadań było otworzenie klatki piersiowej, należało skaniulować tętnice, żyły, podłączyć chorego do krążenia pozaustrojowego. W tym czasie, w sali obok, profesor Religa z Zembalą wycięli serce. Byłem pod wrażeniem – w miejscu wyciętego serca pojawiła się bardzo duża pusta jama w klatce piersiowej – wspomina profesor Bochenek. Mimo że początki kardiochirurgii w Polsce do łatwych nie należały, chętnie przywołuje anegdoty z tamtego okresu, które zresztą po mistrzowsku opowiada. Jedna z historii dotyczy najdłuższego przedmiotu, który wyciągnął z serca pacjenta. Wiele lat temu przed jeden ze szpitali, w którym pracował, przyjechała kilkudziesięcioosobowa romska rodzina. Przedstawiciele rodu błagali profesora, aby zgodził się wyciągnąć pozostawiony podczas innej operacji fragment narzędzia z serca ich ojca i męża.  Narzędzie było mikroskopijne, niewidoczne podczas badań diagnostycznych i nie stanowiło zagrożenia dla zdrowia i życia pacjenta, ale dla niego samego świadomość pozostawienia  tam ciała obcego  uniemożliwiała normalne funkcjonowanie. – Niech pan mu pokaże cokolwiek co pan mu wyjął  – on tylko panu ufa – mówiła żona mężczyzny do profesora Bochenka.  Profesor podjął się zabiegu.  Ku swojemu ogromnemu zdziwieniu,  w sercu pacjenta znaleziono oderwaną końcówkę metalowej mikrosprężynki  (prowadnika) używanego przez kardiologów przy cewnikowaniu serca. Ta pozostałość to ok. 1,5 cm, ale po rozwinięciu była bardzo długa – miała aż 140 cm! Profesor przekazał znalezisko uszczęśliwionej żonie i od tej pory stał się bohaterem całego rodu, który przez wiele lat składał mu podziękowania za tę operację. Takich opowieści profesor Bochenek potrafi przytaczać dziesiątki. Zawsze życzliwy, profesjonalny, z sercem na dłoni – tak opisują go pacjenci, którym uratował zdrowie i życie. A przede wszystkim – skromny. Choć profesora można nazwać  legendą polskiej kardiochirurgii, w jego podejściu do pacjenta, koleżanek i kolegów po fachu trudno doszukać się protekcjonalnego tonu. Często powtarza, że gdyby miał dostać zawału to w Polsce, bo nasza kardiochirurgia  i kardiologia uważana jest za jedną z najlepszych w Europie. W imieniu wszystkich pacjentów, studentów i współpracowników – życzymy 100 lat w zdrowiu Panie Profesorze!

Napoje energetyzujące charakteryzują się właściwościami pobudzającymi. Ich skład obejmuje m.in. znaczną dawkę substancji takich jak kofeina, guarana czy tauryna. Obietnica dostarczenia energii w sposób szybki i łatwy przyciąga nie tylko młodych ludzi, ale również osoby dorosłe. Warto jednak zastanowić się, jakie mogą być skutki spożywania tego typu napojów dla naszego zdrowia. O tym mówi prof. nadzw. dr hab. n. med. Piotr Buszman, kardiolog inwazyjny Grupy American Heart of Poland. Napoje energetyzujące nie pozostają obojętne dla pracy serca. – Po wypiciu napoju energetyzującego odczuwamy chwilowy wzrost wydolności organizmu, wydaje nam się, że zyskujemy dodatkową siłę. Jest to spowodowane tym, że do komórek dociera więcej substancji odżywczych poprzez intensywniejszą pracę serca. Wiąże się to przede wszystkim z zawartością w nich stymulantów tj. kofeiny, guarany, tauryny itd., które powodują zwiększenie ciśnienia tętniczego krwi. Nadmierne i regularne ich spożycie, zwłaszcza u młodych ludzi może prowadzić do nadciśnienia tętniczego ze wszystkimi konsekwencjami takimi jak niewydolność serca czy udar mózgu – ostrzega Piotr Buszman, kardiolog Grupy American Heart of Poland. Częste sięganie po te produkty może powodować zarówno nadmierne pobudzenie, jak i spadek koncentracji. – Ostatnie badania wskazują, iż paradoksalnie energetyki powodują obkurczenie naczyń mózgowych, a tym samym na pewno nie polepszają naszych zdolności kognitywnych, umysłowych czy zdolności do zapamiętywania – a tym często kierujemy się przy wyborze energetyków – wyjaśnił kardiolog. Energetyki stymulują produkcję hormonu stresu. – To właśnie wypicie napoju energetycznego może wywoływać tzw. stres hormonalny.  A mowa o noradrenalinie, substancji chemicznej, wytwarzanej przez nasz organizm w sytuacji zagrożenia. Noradrenalina podnosi ciśnienie krwi, zmienia rytm pracy serca, przyspiesza oddech. W nadmiarze może ona podnosić ryzyko zaburzeń rytmu serca – dodał Piotr Buszman. Po godzinie spożycia energetyka poziom kofeiny i cukru gwałtownie spada, dlatego możemy odczuwać już zmęczenie. – Spożywanie nawet małych ilości napojów energetyzujących może mieć dla naszego organizmu niekorzystne skutki. Kolejną wadą spożywania energetyków jest skrócenie czasu snu i pogorszenie jego jakości, co jest przyczyną przemęczenia oraz osłabienia organizmu – dodał ekspert American Heart of Poland. Nie mieszaj napojów energetyzujących z alkoholem – W przypadku połączenia napojów energetyzujących z alkoholem, obserwuje się specyficzne efekty na poziomie upojenia, przyczyną takiego stanu jest kofeina, która neutralizuje uspokajające właściwości alkoholu, sprawiając, że pijący ma wrażenie niższego stopnia odurzenia, jednocześnie dając złudne odczucie zwiększonej energii. To zjawisko może wprowadzać w dezorientację i stanowić potencjalne zagrożenie dla zdrowia oraz doprowadzić do śmiertelnego przedawkowania alkoholu. Ponadto połączenie alkoholu z napojem energetycznym podwójnie odwadnia organizm. Taka mieszanka poważnie obciąża serce – ostrzega Piotr Buszman. Kawa czy energetyk – co wybrać? Zdecydowanie kawę, najlepiej bez cukru, oczywiście z zachowaniem umiaru. Warto pamiętać, iż napoje energetyczne zawierają dużą ilość cukru i sztucznych dodatków, co może generować ryzyko rozwoju wielu schorzeń, nie tylko kardiologicznych (cukrzyca, otyłość). Jeśli wybralibyśmy napój energetyczny w wersji light to znajdziemy w nim sztuczne słodziki, które również nie są wskazane. Trzeba zaznaczyć, że napoje energetyzujące nie są jedynym źródłem kofeiny, znajdziemy ją także herbacie, napojach typu cola czy czekoladzie. W celu poprawienia koncentracji i zwiększenia poziomu energii należy zdrowo się odżywiać, pamiętać o aktywności fizycznej i odpowiedniej ilości snu – dodał Profesor.  Napoje energetyzujące zawierają: około 25 g cukrów prostych na 250 ml napoju, 80 mg kofeiny na 250 ml, a zawartość tauryny mieści się w zakresie od 500 do 1000 mg na 250 ml. Według m.in. Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), spożycie kofeiny przez zdrowe osoby dorosłe nie powinno być wyższe niż 400-450 mg/dzień, natomiast u dzieci – nie wyższe niż 2,5 mg na kilogram masy ciała dziennie.